Przywozili do nas wiele martwych dzieci; w szpitalu ludzie umierali na stołach operacyjnych, bo po uderzeniu bomby nie było prądu i tlenu dla pacjentów – wspomina anestezjolog z Mariupola, któremu w połowie kwietnia udało się uciec z oblężonego miasta na rowerze.
Anestezjolog z Mariupola: Po bombardowaniu zabrakło tlenu, pacjenci umierali w czasie operacji

